Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JA - prywatnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JA - prywatnie. Pokaż wszystkie posty
Zaproszenie

Zaproszenie

Dzisiaj chcę Was zaprosić do mojego drugiego miejsca w internecie. Jak się reklamować, to gdzie znaleźć do tego lepsze miejsce niż własny blog? :)

Coś innego, nic o nauce francuskiego, za to więcej o tym jak i gdzie żyję i co robię. Więcej o moich podróżach, tym, co widzę codziennie i co o tym myślę, co można zobaczyć w Hiszpanii i poza jej granicami, co polecam, a czego nie. Planuję także zawrzeć porady językowe, ponieważ z języków obcych to w hiszpańskim jestem najbardziej kompetentna.

Taki jest plan :) Póki co jest kilka wpisów, na które chciałam Was zaprosić. Blog powstaje w wolnych chwilach, mam nadzieję, że się Wam spodoba. Jest to prawie - oficjalna premiera :) Muszę dodać / ulepszyć jeszcze wiele rzeczy, ale wszystko w swoim czasie, niestety nie mogę się rozdwoić :( Ale mam już wiele pomysłów i wiele szkiców wpisów.




Będę wdzięczna za informację zwrotną no i za interakcję na blogu i z blogiem: za komentarz lub za dodanie go do Waszej listy obserwowanych blogów.

A oto i on:

http://olganina.com/



Czego nikt Ci nie powie o byciu blogerem - wyzwanie 5 dni do lepszego bloga

Czego nikt Ci nie powie o byciu blogerem - wyzwanie 5 dni do lepszego bloga

Powiem szczerze, że nie wiedziałam jak zareagujecie na moje wczorajsze tak bardzo fotogeniczne i pozowane zdjęcia, ale całe szczęście reakcja była akceptująca i nawet z głosami wsparcia, że niektórzy też podobnie wychodzą na fotografiach :) Moim ulubionym kolorem jest różowy - wpadający w fuksję, mój chłopak czasem się śmieje, że jestem taką małą dresiarą, raczej nie jestem, bo dresy zakładam tylko do jedzenia czipsów na kanapie i na pirenejskie wycieczki (no ale jeśli to oznacza bycie dresiarą, to nie sprzeczam się). Wczoraj bardzo żałowałam, że nie miałam żadnego fajnego zdjęcia, na którym by było widać moje ulubione buty, które są takie i chyba najlepiej oddają mój ulubiony odcień (i styl):
Zagadka - ulubiony kolor - wyzwanie 5 dni do lepszego bloga

Zagadka - ulubiony kolor - wyzwanie 5 dni do lepszego bloga

Przypominam: biorę udział w wyzwaniu Uli z bloga Sen Mai "5 dni do lepszego bloga". (opis wyzwania) Każdego dnia należy napisać post na podany przez Ulę temat. 

Zadanie na dzisiaj brzmiało: sfotografuj to, na co masz ochotę, oby było w ulubionym kolorze. Ja nie jestem fanką fotografii (może tak: nie umiem robić dobrych zdjęć ani też mnie to nie kręci, oglądać bardzo lubię!), więc postanowiłam, że wybiorę któreś z własnych zdjęć, zawierające mój ulubiony kolor.
Wyzwanie blogowe

Wyzwanie blogowe

Tyle jest teraz tych wyzwań blogowych, więc postanowiłam wziąć udział i ja, a co!


Urszula Phelep, mieszkająca we Francji blogerka, prowadzi bloga Sen Mai, na którym do tej pory zamieszczała comiesięczne wyzwania nazwane przez nią "5 dni do lepszego bloga". Ogłosiła, że czerwcowe wyzwanie będzie ostatnim, dlatego postanowiłam, że się do niego przyłączę. Może i Wam starczy czasu na dołączenie?
Nie ma to jak ODWOŁANY LOT do Paryża

Nie ma to jak ODWOŁANY LOT do Paryża

Witam po powrocie z Paryża! Okazało się, że odwiedzenie francuskiej stolicy wcale nie musi być takie łatwe!

Dzień przed wylotem, który mieliśmy o godzinie 6 rano, otrzymałam maila, dodajmy, że o godzinie 20 czyli praktycznie 8 godzin przed czasem, kiedy mieliśmy pojawić się na lotnisku, że NASZ LOT ZOSTAŁ ODWOŁANY z powodu strajków na lotniskach we Francji.
Bardzo dużo latam samolotami, ale jeszcze nigdy mi się nie przytrafiło nic takiego, więc nie wiedziałam zbytnio co zrobić. Zaczęliśmy myśleć z moim chłopakiem, co by tutaj zrobić. Byliśmy w Warszawie, u moich rodziców, mieliśmy lot do Paryża w środę rano, a potem w sobotę wieczorem lot z Paryża do Barcelony. Mogliśmy darować sobie Paryż (to była jedna z opcji), gdyby nie fakt, że 1. nie mieliśmy lotu powrotnego z Warszawy, 2. stracilibyśmy 250 euro za hostel (już było za późno na anulowanie rezerwacji).

Myśleliśmy dwie godziny, mogliśmy bezpłatnie zmienić lot ze środy rano na piątek rano, jednak nikt nas nie mógł zapewnić, że w piątek nie stanie się nic podobnego i że jeśli nie strajk, to overbooking, itp., słowem, woleliśmy już kupić bilety na pociąg lub wynająć samochód niż czekać do piątku (taka mała desperacja).

W końcu wpadliśmy na genialny pomysł: kupić bilety do Brukseli, bo nie były bardzo drogie, na środę rano (samolot też o 6 rano, jak ten, który miał polecieć do Paryża), zwiedzić miasto, a potem dojechać do Paryża (jakieś 350 kilometrów, no ale cóż, to było najlepsze rozwiązanie ze wszystkich!).

Tak też zrobiliśmy. Kupiliśmy bilety do Brukseli, zwiedziliśmy miasto, byliśmy tam już o 10 (dojazd z lotniska Charleroi też zajął chwilę..), kupiliśmy bilety na pociąg do Paryża na godzinę 16.40 (pierwszy raz w życiu miałam okazję pojechać TGV i prawdę mówiąc się rozczarowałam, w Hiszpanii są podobne pociągi - nazywają się AVE, też są takie szybkie, ale o wiele wiele bardziej nowoczesne - ten, TGV, którym jechaliśmy miał może z 30 lat, no ale szybko i skutecznie zawiózł nas do Paryża, w jedyne półtorej godziny) (na dodatek te hiszpańskie są o połowę tańsze). Bruksela mi się dość podobała, zjedliśmy słynne belgijskie frytki, mój chłopak także gofra. Może nawet w jakimś kolejnym wpisie zamieszczę jakieś zdjęcie, bo naprawdę było fajnie i intensywnie. Potem pojechaliśmy do Paryża, prawie całą podróż przespałam, z racji faktu, że w nocy nie doświadczyliśmy zbyt wiele snu (pobudka o 3.30 plus wieczorne stresy związane z odwołaniem lotu). I tutaj zaczęły się moje zachwyty :)

Może jestem tendencyjna, może wpływa na mnie opinia większości, że Paryż jest miastem miłości i że taki romantyczny i w ogóle. Ale się zakochałam w tym mieście i przez większość czasu czułam się fantastycznie! Bardzo się cieszyłam, że pojechałam tam z moim chłopakiem, czułam miłość, błogość i zupełnie przestałam się przejmować naszym odwołanym lotem i faktem, że musieliśmy wydać z tego powodu "trochę" więcej pieniędzy niż to było zaplanowane (swoją drogą - reklamację za lot już złożyłam u linii lotniczych).

wycieczka do Paryża


Pierwszego wieczoru przeszliśmy się po Montmartre, widzieliśmy z zewnątrz i wewnątrz Sacré-Cœur, do której wstęp jest bezpłatny, wzgórze, na którym kręcono sceny z filmu Amelia, w ogóle nasz hostel był przy stacji metra, w której Amelia odprowadziła niewidomego pana:)) Przeszliśmy się po parku przy  Sacré-Cœur, pięknych uliczkach, a potem poszliśmy na romantyczną kolację (taki mały hołd dla mnie, bo nasz związek wcale nie jest romantyczny, ale czasami jak każda kobieta potrzebuję trochę romantycyzmu :) ) Następny dzień był bardzo intensywny, widzieliśmy ratusz, Notre Dame, do której trzeba było zrobić kolejkę, ale ja byłam tak szczęśliwa, pogoda dopisywała, ja prezentowałam światu moje nowe okulary słoneczne i cieszyłam się, że tam byłam z ukochaną osobą. Potem poszliśmy na piechotę do Luwru, oczywiście kolejna kolejka, ale okazało się, że nie trzeba było płacić za wstęp (dobra wiadomość), bo kilka ekspozycji było nieczynnych do zwiedzania (zła wiadomość, przede wszystkim dla mojego chłopaka, ale na szczęście wszystkie znane obrazy i rzeźby były dostępne), potem przeszliśmy przez Ogrody Tuileires do Place de la Concorde, następnie wzdłuż Sekwany, podziwiając po drodze Petit Palais i Grand Palais, Les Invalides (tylko z zewnątrz) doszliśmy do Wieży Eiffla, która okazała się przewyższać moje oczekiwania. Usiedliśmy na trawie na Polach Marsowych, gdzie zrobiliśmy sobie mini-piknik z rzeczy, które wcześniej zakupiliśmy w supermarkecie po drodze i wtedy chyba przeżywałam jedne z najbardziej romantycznych momentów mojego życia :) (Mój chłopak nie, ale to nic, on mnie rozumie).

Potem przeszliśmy do Ogrodu Trocadero, z widokiem na Wieżę Eiffla z drugiego brzegu Sekwany, i ruszyliśmy w stronę Łuku Triumfalnego. Już się ściemniało więc oświetlony Łuk wyglądał naprawdę imponująco. Mój chłopak opowiedział mi chyba połowę bitew Napoleona, po czym naprawdę zmęczeni wróciliśmy do hostelu. Padliśmy zmęczeni :) 

Kolejnego dnia pojechaliśmy do Wersalu, zwiedziliśmy pałac z audioprzewodnikiem (był także w wersji polskiej), przespacerowaliśmy się po przeogromnych ogrodach, a wieczorem zjedliśmy kolację w Dzielnicy Łacińskiej z moją przyjaciółką, która od jakiegoś czasu mieszka w Paryżu, bo pojechała tam za swoim chłopakiem Francuzem. Spędziliśmy naprawdę miłe chwile!

Ostatniego dnia chcieliśmy zwiedzić Sainte Chapelle, ale NIESTETY kolejka nie pozwoliła nam na je zwiedzenie, nad czym bardzo ubolewam, bo już pędziliśmy spóźnieni na wczesny brunch ze znajomymi, tym razem mojego chłopaka (ale udało nam się zobaczyć po drodze fontannę Saint-Michel i z zewnątrz Muzeum Pompidou). Po jedzeniu ruszyliśmy spacerkiem wzdłuż Kanału Saint Martin, gdzie po drodze widzieliśmy naprawdę wiele fajnych knajpek i barów. Ostatnią rzeczą, jaką zrobiliśmy był powrót do hostelu po nasze bagaże, które zostawiliśmy tam na przechowanie i dojazd na lotnisko. Prawdę mówiąc lotnisko Beauvais jest jednym z najgorszych, na jakich byłam, według mnie jest po prostu za małe w stosunku do tego, ilu pasażerów musi obsłużyć i ile ma lotów, no ale widzieliśmy jakieś prace budowlane, mam nadzieję, że je powiększą.


I TYLE! Paryż mnie zachwycił i mam nadzieję, że tam szybko wrócę, bo mimo, że nasz pobyt był naprawdę intensywny, to wiem, że brakuje mi jeszcze wielu rzeczy do zobaczenia :)


HALO HALO JESTEM TU

HALO HALO JESTEM TU

Nie było mnie na blogu dwa tygodnie, dlatego szybko nadrabiam zaległości, usprawiedliwiam się i przedstawiam moje nowe pomysły.

DWA ZAJĘTE TYGODNIE
W zeszłym tygodniu pojechaliśmy na mały wyjazd z okazji długiego weekendu w Hiszpanii, więc nie było mnie przez pół tygodnia, a w tym tygodniu (jeszcze liczę, że się nie skończył, w końcu jest niedziela :) ) dostałam zlecenie na tłumaczenia ustne w Madrycie, więc musiałam wyjechać do stolicy na trzy dni (zlecenie bardzo fajne i bardzo dobrze mi się pracowało). 
Niestety przez to wszystko prowadzenie bloga spadło trochę na dalszy plan. Nauka francuskiego też, przez te dwa tygodnie nie miałam żadnej lekcji z moją lektorką. Obiecuję poprawę (sobie przede wszystkim).

BLOG O HISZPANII
Od jakiegoś czasu kiełkuje w mojej głowie pomysł na założenie bloga o moim życiu w Hiszpanii, o języku hiszpańskim, czyli tym, o czym mam największe pojęcie językowe, o moich podróżach po Hiszpanii, których mamy całkiem sporo, o jedzeniu hiszpańskim, zwyczajach... I póki co to jest zarodek pomysłu, mam swoje za i przeciw. Nie wiem czy będę miała czas na prowadzenie kolejnego bloga, ale z drugiej strony czuję, że miałabym do powiedzenia naprawdę sporo interesujących rzeczy o Hiszpanii i tym wszystkim, co wymieniłam powyżej. Jeszcze się zastanowię. Opinie mile widziane. Aha, oczywiście nie chciałabym zrezygnować z mojego obecnego bloga o nauce języka francuskiego!!



NOWE WPISY
Mam wiele pomysłów na nowe wpisy na bloga! I nie mogę się doczekać, kiedy będę miała więcej czasu. A teraz idę zajrzeć na obserwowane przeze mnie blogi, co tam nowego się pojawiło, kiedy mnie tutaj nie było (naprawdę, przez dwa tygodnie się nie zalogowałam do bloggera :( ).
Katastrofalna lekcja francuskiego :)

Katastrofalna lekcja francuskiego :)

Dzisiaj taki luźniejszy temacik, mianowicie opowiem o mojej lekcji francuskiego, jaką miałam w tym tygodniu, a która zupełnie się nie udała. 

Od jakiegoś czasu moje lekcje francuskiego z Leicą polegają na tym, że: rozmawiamy, ona mi sprawdza jakieś ćwiczenia (jeśli zrobiłam jakieś i jeśli miałam problemy ze zrozumieniem, bo zazwyczaj mam zeszyty ćwiczeń z podanymi rozwiązaniami) i/lub czyta i poprawia moje wypracowania. Na ten tydzień, w związku z wielką ilością czasu, jaką spędziłam pracując i szukając różnych inspiracji dla naszego projektu "pracowego" (zakładanie własnej firmy), nie napisałam ani żadnego wypracowania, ani nie zrobiłam jakiejś dużej liczby zadań gramatycznych, więc w zasadzie lekcja miała być tylko konwersacją.
Na dodatek w minionym tygodniu nasze zgranie godzinowe było prawie zerowe, dlatego umówiłyśmy się w centrum miasta, że pójdziemy do jakiegoś baru, który pasował nam obydwu i dosłownie pomiędzy innymi aktywnościami dnia, na dwie godzinki. Gdybyśmy miały iść do domu którejkolwiek z nas, zajęłoby to jakieś 45 minut więcej, a że nasza lekcja miała polegać tylko na rozmowie, pójście do baru nie stanowiło większego problemu. Mało tego, nawet wydawało nam się fajne, takie odejście od rutyny.

Znalazłyśmy przytulny, nieduży bar/restaurację, usiadłyśmy, zamówiłyśmy nasze napoje, konwersacja trwała w najlepsze, a tutaj nagle (była godzina 16) okazało się, że pani kelnerka zaczęła zasłaniać żaluzje, zamiatać podłogę... I zdałyśmy sobie sprawę (co pani nam potem potwierdziła), że po obiedzie bar zamyka się aż do wieczora. Tak tak, sztywne hiszpańskie zasady i godziny posiłków, słyszałam, że we Francji jest podobnie, no i masz ci klops! Rade nierade musiałyśmy wyjść z baru, jako że już byłyśmy ostatnimi klientkami (niby pani nas nie wyrzuciła, ale kiedyś pracowałam w barze i wiem, jakie to jest okropne jeśli czeka się na tę ostatnią osobę, która przez godzinę dopija cztery łyki coca-coli). Do końca lekcji zostało nam niecałe czterdzieści minut, przeszło nam przez myśl, żeby odrobić je kiedy indziej, ale że pogoda była całkiem ładna, to postanowiłyśmy zrobić sobie mały spacerek - kontynuując lekcję. Za chwilę pogoda się popsuła, wiał okropny wiatr, ja zaczęłam żałować, ze nie zdecydowałyśmy się na przełożenie lekcji, Leica może też, ale ani ja, ani ona tego nie powiedziałyśmy. No i tak krążyłyśmy przez te pół godziny po mieście, bo jedyne, czego byłyśmy pewne to to, że nie chciałyśmy iść do żadnego innego baru, bo obydwie zjadłyśmy spory obiad i różne napoje towarzyszące, no a przecież nie pójdziemy do baru "na przeczekanie" i bez zamawiania niczego :D



Kamień spadł mi z serca, gdy nasz czas dobiegł końca :) Bardzo lubię moją lektorkę, ale ta lekcja okazała się wyjątkowo nieudaną, z winy baru, który został za wcześnie zamknięty i trochę chyba też z naszej, że nie przełożyłyśmy lekcji na inny dzień. Na następny raz będę wiedziała :)
Po egzaminie... nowe plany

Po egzaminie... nowe plany

Moje życie wróciło do dawnej aktywności i będę musiała mocno się starać, żeby utrzymać taki rytm nauki francuskiego jak do tej pory.

Na dodatek wyniki egzaminu DELF są za ponad miesiąc (a dokładnie 18 marca), więc trudno mi będzie (tak jak sobie założyłam przed egzaminem) czekać przez cały miesiąc, aby się dowiedzieć czy i jak zdałam, żeby potem ewentualnie podjąć decyzję, czy chcę się podjąć wyzwania zdawania DELF B2, dlatego ogłaszam zmiany planów, a także systemów planowania - w końcu to o tym zaczęłam pisać bloga! O planowaniu i motywacji w nauce francuskiego :)

PLAN NAUKI - KRÓTKI TERMIN

Do tej pory robiłam plany nauki na miesiąc-dwa-trzy. Teraz będę robić plany nauki krótkoterminowe. Jestem ciekawa czy zadziałają i z jakim skutkiem. Oczywiście mam też na horyzoncie widoczny jakiś cel, ale zamiast planować sobie: do czerwca przerobić ten i ten materiał - powiem sobie - w tym tygodniu przerabiam to i to. Mam nadzieję, że nie spadnie mi efektywność. Wszystko w celu wypróbowania.

DAĆ SZANSĘ ANGIELSKIEMU

Jako że dochodzi mi drugi język (postanowiłam się za niego zabrać, w końcu...), będę musiała odjąć trochę czasu z francuskiego.. Bardzo szkoda i nie chcę, ale muszę :) Mam jednak już takie ułatwienie, że wiem jak wygląda egzamin w praktyce, nie tylko z książek z testami :) Wiem też, że jest sporo trudniejszy niż poziom B1, na co wskazuje chociażby przykład mojego chłopaka, który dwa lata temu zrobił to samo co ja, czyli zdał w lutym B1, a potem rzucił się na głęboką wodę i w czerwcu napisał B2, którego nie zdał. Więc trzeba uważać.

DECYZJA W MAJU

No i sam fakt, że będę się przygotowywać do B2 nie oznacza, że muszę się na niego zapisać. W maju (bo pewnie wtedy skończą się terminy) podejmę rozsądną decyzję opartą na moich przeczuciach, wynikach w rozwiązywaniu testów, opinii mojej lektorki francuskiego :)

nauka francuskiego egzamin delf


ANGIELSKI

Mam jeden projekt zawodowy, który go wymaga, dlatego muszę się uczyć. Z jednej strony źle, bo będę potrzebowała angielskiego mówionego, pisanego, oficjalnego, telefonowego, listowego, mailowego, półoficjalnego, biznesowego, słuchania, czytania (już nie wymieniam więcej, bo mam łzy w oczach). Zacznę śledzić też jakieś blogi o nauce angielskiego, zawsze to jacyś nowi internetowi znajomi i więcej motywacji jeśli nauka jest okraszona czymś interesującym. 

FRANCUSKI

Zrobiłam sobie plan godzinowy francuskiego. O tym już w następnym poście. Godziny nauki potrzebne do osiągnięcia każdego poziomu języka francuskiego i moje obliczenia, ile czasu dziennie, tygodniowo, miesięcznie muszę się uczyć francuskiego, aby się czuć pewnie na B2. A wszystko to na podstawie ulotki z Instytutu Francuskiego dotyczącej egzaminów, którą właśnie miałam wyrzucić, ale uznałam, że tabelka z wykazem godzinowym może okazać się mi przydatna. :)


Moja pani od francuskiego, Leica :)

Moja pani od francuskiego, Leica :)

Dzisiaj jestem pełna energii i motywacji, bo własnie miałam pierwsze, dość krótkie, ale owocne, spotkanie zapoznawcze z moją nową panią od francuskiego, która nazywa się Leica i jest Francuzką.

Ustaliłyśmy szczegóły współpracy, cenę, która okazała się nie być zabójcza, miejsce spotkań (u mnie w domu - fantastycznie! Będę mogła wstać z łóżka i umyć zęby i przyjąć ją na lekcję :)) (mam parę dni w tygodniu wolnych rano) Pierwszy raz przyjdzie do mnie we wtorek 28.10, tak więc na pewno zdam relację, powiedziałam jej jak lubię, a jak nie lubię, żeby były prowadzone lekcje (wszyscy starają się zrobić lekcje tak, żeby były ciekawe, fajne, nie były nudne, urozmaicone, a ze mną tak nie trzeba. Można mi wytłumaczyć zasadę gramatyczną i podać kilka słówek, a potem dać mi 3 strony A-4 ćwiczeń gramatycznych, a ja jestem cała zadowolona, a na dodatek potem wykuję słówka w ciągu tygodnia).

Powiedziałam jej to jasno, żeby się nie wysilała z grami i zabawami, bo nie muszę mieć obrazków, żeby się lepiej nauczyć, będziemy się uczyć na bazie podręczników, które już mam (zostało mi kilka po A2, B1 i B2 mojego chłopaka :)), mam też książkę http://francuski-egzamin-delf.blogspot.com.es/2014/10/les-500-exercices-de-grammaire-nowa.htm, którą kupiłam jakiś czas temu, a jeszcze nie zrobiłam ani planu działania, ani nawet żadnego ćwiczenia, ale wszystko po kolei.



Z Leicą mamy mieć 2 godziny w tygodniu, mniej więcej na takiej samej zasadzie jak z moją poprzednią panią, to znaczy pierwsza godzina: rozmowa, sprawdzanie pracy domowej - ćwiczeń i wypracowań, a druga godzina to mniej więcej taka "typowa" lekcja.

:)

NIE ZOSTAWIAĆ W TYLE NAUKI INNYCH JĘZYKÓW...

NIE ZOSTAWIAĆ W TYLE NAUKI INNYCH JĘZYKÓW...

... Tak, jak ma to miejsce w moim przypadku, jeśli chodzi o angielski.


Ostatnio wgłębiam się trochę bardziej w środowisko blogowe, na temat nauki języków obcych. Czasem ktoś zostawi mi jakiś komentarz i z ciekawości zerkam na jego bloga. Tak to się miało w przypadku komentarza sprzed paru dni, który zawiódł mnie na bloga jego właścicielki, a szczególnie do wpisu: http://zdziennikapoliglotki.blogspot.com.es/2014/09/nauka-jednego-czy-kilku-jezykow-obcych.html poruszającego ciekawą kwestię, czy jeśli uczymy się jednego języka obcego, to czy lepiej jest zarzucić naukę pozostałych, czy może wręcz przeciwnie, poświęcać różne dni na naukę różnych języków. 

nauka kilku języków na raz, czy ma to sens


I co ciekawe, gdy się zada takie pytanie mnie, odpowiem bez wahania: tak! Nie przestawać z żadnym językiem! Nie ma co czekać, aż się nauczy jednego języka i potem rozpoczynać kolejnego! I na przykład w hiszpańskim jestem dosyć fanatyczką gramatyczną, ale w gruncie rzeczy uważam, że najważniejsze jest umieć POROZUMIEĆ SIĘ, przekazać informację, przeczytać coś, napisać, zrozumieć...

ALE

niestety praktyka nie jest taka różowa! Od momentu, kiedy zaczęłam pisać bloga, może trochę wcześniej, nie zajrzałam nawet na sekundę do żadnej książki od angielskiego, do żadnych notatek, ech...

Zaraz popracuję nad planem naprawczym! I ogłoszę go niebawem na blogu ;)
NOWA LEKTORKA?!

NOWA LEKTORKA?!

Uf uf, nie wiem czy mogę się już tym z Wami podzielić, ale chyba mam nową panią od francuskiego!

W zasadzie nazywanie jej "panią" to trochę przesada, bo ma 22 lub 23 lata, czyli mniej niż ja, no ale powiedzmy, że to taka maniera :) Nie chcę niczego zapeszyć, ale znalazłam w internecie ogłoszenie koleżanki mojego chłopaka (on zapomniał, że ma w gronie swoich znajomych Francuzkę, która udziela lekcji), ja jej jeszcze nie znam, ale w taki oto sposób przypomnieliśmy sobie o niej i mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia w tej sprawie i że moje lekcje z nową panią dojdą do skutku! :) Rozmowy trwają!



Dam znać co i jak, oby wszystko wyszło pomyślnie!
WYBÓR LEKTORKI

WYBÓR LEKTORKI

No i stało się, dzisiaj miałam już przedostatnią lekcję francuskiego z moją obecną lektorką. Następna we wtorek w przyszłym tygodniu, a potem moja Francuzka jedzie sobie na X-miesięczną wycieczkę do Azji i serdecznie zaprasza mnie do czytania jej bloga. Ciekawa jestem, w jakim języku będzie go prowadzić, zapomniałam zapytać :) Po hiszpańsku mówi perfekcyjnie, jest tu wiele lat, dlatego jest całkiem możliwe, że to właśnie po hiszpańsku, a nie po francusku, zobaczy się.

No i właśnie teraz staję przed wątpliwością wybrania mojej nowej lektorki. Mam dwie możliwości, albo z Francuzkami albo z Hiszpankami, które twierdzą, że francuski znają świetnie. Francuzki są dość drogie, że tak to nieładnie nazwę, moja obecna lektorka jest wyjątkiem i miałam u niej trochę zniżki. Hiszpanki nie są aż tak drogie, ceny zaczynają się od 10 euro za godzinę, ale.. to zawsze Hiszpanki. Jak już kiedyś wspomniałam, Hiszpanie mają dość silny akcent we wszystkich językach, jakie znam i jestem w stanie to zweryfikować, dlatego szczerze mówiąc, trochę się obawiam, że mogę nauczyć się francuskiego z hiszpańskim akcentem. A tego bym nie chciała!



Dlatego postaram się chyba poszukać jakieś lektorki uff, nawet zapomniałam już jak to się nazywa, natywnej? Nie, to chyba nie po polsku. No takiej lektorki z Francji, nawet jeśli to by była jakaś studentka.. Bo jak słucham jak Hiszpanie mówią nawet po angielsku, to nie wiem, czy śmiać się i płakać... I ja, mając w Polsce poziom angielskiego powiedzmy średniozaawansowany, w Hiszpanii jestem boginią angielskiego i ludzie się mnie pytają, jak już mi się zdarzy przy jakiejś okazji mówić coś po angielsku, czy mieszkałam kiedyś w Wielkiej Brytanii!! A ja nigdy w życiu nie byłam w żadnym kraju, w którym językiem oficjalnym byłby angielski... I to wcale nie jest kwestia tego, że świetnie znam angielski, ale tego, że nie mam takiego silnego akcentu jak oni i nawet jeśli podczas konwersacji używam zasobu 400 podstawowych słów, to wymawiam je jednak o wiele podobniej do jakiegokolwiek nativa niż przeciętny Hiszpan. Czy się chwalę? Nie! Tak po prostu jest. :P

PS. Nie muszę chyba przypominać, że nie chcę mieć lektora faceta. Taki mój wybór :)
WYCIECZKA DO PARYŻA!

WYCIECZKA DO PARYŻA!

Do miasta, w którym mieszkam, przyjechała w odwiedziny moja dobra koleżanka, Hiszpanka, która jakiś czas temu wyjechała do Francji ponieważ dostała pracę w Disneylandzie w (lub koło.. już nie wiem) Paryżu. Spotkałyśmy się, a ona prawie z pretensją (wszakże udawaną, ale zawsze) zapytała mnie, dlaczego jeszcze jej nie odwiedziłam, tym bardziej, że z naszego miasta do Paryża lata bezpośrednio samolot, ceny wcale nie wysokie, i tak dalej.
 - A na dodatek przecież uczysz się francuskiego! - dodała.

Hm, to prawda! Muszę znaleźć kilka dni wolnych i zapolować na niedrogie bilety do Paryża! 

Moja koleżanka mieszka w dzielnicy (czy jak to się nazywa...) piątej, trochę daleko od centrum, jak sama mówi, ale to nic, bo za to mówi, że może mnie ugościć u siebie w mieszkanku na kanapie :D I w ogóle mam się czuć jak u siebie i zaplanować podróż, zapytać ją czy akurat będzie i kupić bilety :) Juhuuuuu już się nie mogę doczekać!

wycieczka do paryża, francuski


We Francji byłam tylko jeden raz, samochodem, na wycieczce, na którą zabrał mnie, jako niespodziankę, mój super chłopak. Pojechaliśmy na weekend do przygranicznych (z Hiszpanią) miast, byliśmy w Oloron (gdzie odwiedziliśmy fabrykę czekolady Lindt), Pau, Tarbes i Lourdes. Bardzo mi się podobało, szczególnie, że po drugiej stronie Pirenejów (gór, które są mniej więcej na granicy Hiszpanii z Francją) krajobraz jest tak różny od tego hiszpańskiego! Po stronie hiszpańskiej jest bardziej suchy, pomarańczowy, pustynny (no nie do końca aż tak, ale żeby można było sobie lepiej wyobrazić), mniej roślinności i więcej się widzi skał i gołych gór. Po stronie francuskiej natomiast... mnóstwo roślinności, nie widać tylu gołych skał tylko zielono, zielono, zielono... Byliśmy tam na wiosnę :)

No dobrze! Zatem wracając do tematu - czas na kupowanie biletów do Paryża! A motywacja do nauki jeszcze większa! Jak się dogadam z jej współlokatorkami? A czy będę umiała kupić sobie sam bilet i czy mnie ktoś zrozumie? I wiele innych pytań, które zwiększają moją ochotę na naukę :)
LEKKA ZAŁAMKA

LEKKA ZAŁAMKA

Witam! Dzisiaj piszę trochę smutna i wkurzona, bo wczoraj miałam lekcję francuskiego z moją panią lektorką, z którą miałam zaledwie kilka lekcji (rozpoczęłam na początku września, miałyśmy 2 godziny w tygodniu) i powiedziała mi, że jedzie w wielką podróż do Azji, na kilka miesięcy, tak naprawdę to nie wie na ile czasu, i że niestety musi zrezygnować z dawania mi lekcji, bo nawet póki co nie mają ustalonej daty powrotu (leci ze swoim chłopakiem). Ja się wkurzyłam, bo jak zaczynałam z nią lekcje, to powiedziałam jej jakie miałam oczekiwania, mianowicie takie, żeby mieć "stabilnego" lektora, który mnie nauczy i doprowadzi do egzaminu B1 z francuskiego, w styczniu 2015 roku i że miałam już dwa wcześniejsze przykre rozczarowania z lektorkami, które nagle musiały wyjechać albo rezygnowały, bo miały lepszą ofertę (całorocznego kursu, za który miała płacone co miesiąc, z umową, itp, więc też rozumiem, no ale... ), nie jestem zadowolona z obrotu spraw. A ta dziewczyna mi powiedziała, że właśnie dostała wizę do jakiegoś tam kraju, więc musiała o nią wcześniej zawnioskować, czyli kiedy zaczynałyśmy lekcje już wiedziała o możliwości wyjazdu, ale mi nic nie powiedziała, czuję się oszukana.



Co mnie czeka teraz? Szukanie ogłoszeń, wybieranie kolejnych lektorek, w mieście, gdzie mieszkam, nie ma zbyt wielu Francuzek (ani Francuzów, ale z chłopakami nie chcę, bo nie mam z nimi takiego "feelingu" :) ), więc albo znajdę jakąś, w miarę ekonomiczną, że tak może brzydko to powiem, ale roszczę sobie do tego prawo, bo nie mam pracy i pieniędzy w związku z tym także nie za wiele, albo będę "zmuszona" (bo bardzo mi zależy) zacząć spotykać się z jakąś lektorką hiszpańską, która zna dobrze francuski, problem jest taki, że jednak Hiszpanie mają dość silny akcent we wszystkich językach i nie chcę nauczyć się francuskiego z hiszpańskim akcentem... Mają też swoje "wady" wymowy w innych językach (na przykład wymawiają tak samo litery "b" i "v", a we francuskim tak nie jest). Gdy jakieś słowo rozpoczyna się na S + spółgłoska, oni nie potrafią go wymówić dobrze i przed S muszą dodać E, dlatego na przykład Hiszpanie mówią: I am Spanish - wymawiając to [aj em espanis], (wymówić "SZ" też im przychodzi z trudnością) aha, no i jeszcze źle wymawiają dż (np. G po angielsku) i wszystkie głoski szeleszczące, które może bardziej słychać w polskim niż we francuskim. Dlatego nie chciałabym mieć lekcji z Hiszpanką :( A pewnie większość Francuzek zażyczy sobie miliony złotych za lekcje :(

Póki co mam jeszcze 2 lub 3 tygodnie lekcji z moją obecną panią, chociaż prawdę mówiąc nie wiem czy bym nie wolała już przestać się z nią widzieć, bo skoro mnie oszukała (ja rozumiem, że wolała mieć uczennicę nawet przez miesiąc niż nie mieć wcale, no ale przecież jasno jej powiedziałam jakie miałam oczekiwania), ale pod względem naukowym jestem z niej bardzo zadowolona i widzę postępy, więc chyba jednak po prostu zrobimy jeszcze te trzy lekcje przez trzy tygodnie, a potem poszukam kolejnej pani.

No cóż, takim moim smutnym wnioskiem kończę ten wpis, ale nie przestaję się uczyć, wręcz przeciwnie! Idę zakuwać słówka :)
DLACZEGO FRANCUSKI?

DLACZEGO FRANCUSKI?

Pytanie jest właśnie takie, dlaczego język francuski? Dlaczego, pomimo faktu, że jest on dosyć trudny ze względu na gramatykę i - jak sądzę - dla Polaka niełatwy także w wymowie, wybraliście naukę właśnie tego języka?

Moje powody nie miały wiele wspólnego z tym, czy mi się język podobał, czy nie, czy czułam jakieś specjalne emocje kiedy go słyszałam (a czasami wręcz przeciwnie, słysząc to francuskie R, które brzmiało jak HHH, dostawałam dreszczy, niekoniecznie z przyjemności).



Mój powód był taki, że mój chłopak pracuje w francuskiej firmie, zna francuski na poziomie B2, istnieje możliwość, że kiedyś go wyślą do pracy we Francji, ja sądzę, że perspektywy zawodowe miałabym lepsze nawet w Kazachstanie niż obecnie w Hiszpanii (wieeelki kryzys, nie ma pracy), więc pomyśleliśmy, że tworząc parę międzynarodową fajnie (i bardzo praktycznie) byłoby gdybyśmy mówili w tych samych językach. No i tak oto on się uczy polskiego, a ja francuskiego. Nie wiemy gdzie nas los poniesie i w jakim kraju finalnie się znajdziemy (mam nadzieję, że razem! :) ) ale póki co możemy zrobić wszystko, aby mieć jak najszersze możliwości znalezienia pracy w różnych krajach. Na początku wcale nie miałam sympatii do tego języka, czułam, że moja nauka francuskiego jest trochę wymuszona przez sytuację, no ale cisnęłam, kułam słówka i odmiany, no i pewnego dnia zauważyłam, że nie jest tak źle. Potem, że mi sprawia jakąś satysfakcję, kiedy nauczę się tego, co sobie zaplanowałam. A potem zauważyłam, że po prostu tak się wkręciłam w naukę, że sprawia mi to wielką radość! I stan ten trwa do dzisiaj.

A dlaczego Ty wybrałeś/aś akurat język francuski?
Copyright © 2016 Francuski - nauka do B1, B2 .... , Blogger